Pomysł na weekend, czyli wycieczka z KOMPASEM
Pogórze Strzyżowskie

10-11.03.2012

Witam !!!
Dziesiątego marca 2012 roku o godz. 6 rano przed kościołem św. Floriana w Stalowej Woli panuje niecodzienny gwar. To uczestnicy wycieczki organizowanej przez klub turystyczny KOMPAS szykują się na kolejną wyprawę. Tym razem jadą na Pogórze Strzyżowskie. Pomimo wczesnej pory wszyscy są zadowoleni i gotowi na nową przygodę . Podczas gdy pan Robert wyczytuje listę obecności pani Irenka obdarowuje mnie, Kubę i Asię przewodnikami młodego turysty. Po chwili autokar rusza i po ok. dwóch godzinach dojeżdżamy do Małej, gdzie zwiedziliśmy interesujący kościółek i pomnik Chrystusa Króla, a następnie do schroniska w Głobikowej, skąd - po przywitaniu z sympatycznym gospodarzem obiektu - wyruszyliśmy na trasę. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się w sklepie przy którym znalazłam ciekawy kamień przypominający serce. Usilnie próbowałam jeszcze bardziej upodobnić go do serca. Cały mój wysiłek poszedł jednak na marne bowiem w czasie drogi zgubiłam swoje dzieło (he he). Po długiej zimowej przerwie nasza trasa zdawała się być dłuższa niż w rzeczywistości, ale ogólnie wędrówka przebiegła sprawnie i ok. godz 15-tej znaleźliśmy się z powrotem w schronisku.

Po obiedzie uczestnicy wycieczki tradycyjnie mieli czas dla siebie. Dorośli jak zwykle zajęli się sobą, a my –tzn. dzieci- zajęliśmy się zabawą. SCHRONISKO BYŁO NASZE! Zbadaliśmy je dokładnie. Najbardziej podobała mi się świetlica z kominkiem i stołem do bilarda. Po spenetrowaniu schroniska przystąpiliśmy do sprawdzenia atrakcji wokół niego z czterema wielkimi dinozaurami, placem zabaw i wielką wieżą widokową. Z jej szczytu można podziwiać całą okolicę. Co odważniejsi weszli na sam szczyt. Ja zadowoliłam się 3 piętrem. Gdy tam doszłam poczułam jak moje nogi robią się coraz bardziej miękkie. Był to wystarczający powód żeby zrezygnować z dalszej wędrówki w górę. Poza tym widoki z tego miejsca były wystarczająco dobre J. Po zabawie przyszła noc i pora na sen . Pokój dzieliłam z moim tatą, Kubą panem Krzyśkiem ,panią Irenką, panią Danutą oraz panem Jurkiem i jego żoną Anią . Piętrowe łóżka w pokojach były kolejną fajną atrakcją, a wdrapanie się na ich górne piętro lub zejście na dół wymagało czasami zaangażowania aż dwóch osób (o szczegóły proszę pytać panią Danutę i panią Irenę).

W niedzielę rano przywitało nas zachmurzone niebo, wiatr i deszcz, a mnie dodatkowo jeszcze katar gorszy niż wczoraj. Tata postanowił, że tego dnia nie pójdę na trasę. Wkrótce po tym organizatorzy wycieczki niespodziewanie ogłosili zmianę planów i na trasę ostatecznie nie poszedł nikt. Zamiast wędrować po szlaku udaliśmy się na wycieczkę do Skansenu Archeologicznego Karpacka Troja. Wszyscy podeszli do pomysłu z entuzjazmem, a zwłaszcza my dzieci. Skansen jak się okazało był super. Mnie najbardziej podobały się repliki domków. Niestety po zwiedzeniu skansenu trzeba było wracać do Stalowej Woli. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy zabytkowym kościele w Brzezinach. Wyglądało na to, że pomimo zmiany planów wszyscy wrócili z wycieczki w dobrych humorach. W końcu wycieczka udała się znakomicie i była bardzo fajna. Z niecierpliwością czekam na kolejne. Pozdrawiam ciepło.

Ola Pityńska